poniedziałek, 11 stycznia 2021

Zwężamy spodnie,nogawki-krótkie rady.Futerko z kożucha.

 Już po wszystkich świętach.Celowo nie pisałam wcześniej,gdyż wiem jak cenny jest czas przed świętami.

Jesteśmy zaganiane sprzątaniem,gotowaniem,pieczeniem.Wiem że w tym okresie mało kto czyta blogi,

zbyt dużo obowiązków.

Nowy rok to nowa nadzieja.Z niecierpliwością wypatrujemy pozytywnych zmian.Nie wiem  jak Wy ale

po tym co przeszła moja rodzina bardzo się boję.Czuję się tak jakby świat wokół  zatrzasnął za mną drzwi.

Dom stał się moim centrum życia.Każdy dzień wygląda tak samo.Jak na razie czuję się dobrze,mam
nadzieję że depresja mnie nie dopadnie.Z niecierpliwością czekam na szczepienie,taką podjęłam decyzję.Chcę bardzo pojechać do najmłodszej córki aby jej pomóc jak urodzi nasz najmłodszy skarb.
Tak więc czekam na swoją kolejkę,choć coraz bardziej się oddala.
Obecnie robię dużo przeróbek,skracam, poszerzam.Daję nowe życie moim ubraniom.W ten sposób układam sobie codzienność.Szyję i żyję.Na emeryturze czasu mamy bardzo dużo ,jest to najlepszy czas na tworzenie tego czego lubimy.Niestety przytyło mi się i to sporo,szczególnie w piersiach i w pasie.
Teraz moda jest tak urozmaicona że podczas przeróbek robić cuda n.p
w spodniach aby poszerzyć wstawiłam lampasy w szwach bocznych,zyskałam 4cm.
Taką sobie zaprojektowałam sukienkę na święta.







Święta spędziliśmy w sześcioro,córka,zięć i wnuki.Inne niż rok temu,było nas rok temu 16-ro różnica
bardzo duża.
W poprzednim poście obiecałam pokazać Wam jak przerobiłam kożuch na futerko,oto kilka zdjęć.
Tak wyglądał po lewej stronie,futerko nie zniszczone,piękny kolor.
Prułam bardzo powoli,aby nie uszkodzić skóry.Wszystkie elementy osobno.

Tak były odszyte kieszenie,ale po lewej stronie były worki kieszeniowe z futerka.Worki naszyłam na przody po brzegach


Po zszyciu karczka,boków,rękawów,włosy z futerka przeciągałam igłą po prawej stronie,tym sposobem zszyte szwy były nie widoczne.
Do podszewki na dole rękawów przyszyłam mankiety z flauszu do nich doszyłam mankiety  pojedyncze z futerka.
Kołnierz wszyłam w stójkę także z flauszu.




Tak wyglądał kożuch po lewej stronie.
Gdy już miałam każdy element osobno,pomyślałam dopiero z opóźnieniem czy moja maszyna da radę to pozszywać,bałam się aby coś nie uszkodzić,szczególnie chwytacza.

Szyłam po woli,maszyna zdała egzamin.   Na zdjęciu niżej widać dokładnie jak jest futerko uszyte,widoczne są naszyte kieszenie. 

Także środek przodów odszyłam flauszem,pisząc prościej,pliski pod zapięcie.


Zamiast zrobienia dziurek przyszyłam zatrzaski.

Na dole odszytych pliskach przyszyłam jedno zapięcie jakie się przyszywa do kożuchów i futerek.Jest takie zapięcie bardzo wygodne podczas wsiadania do samochodu lub wówczas gdy idziemy szybszym krokiem ,nie odpina się.
Podszewkę dołem nie łączyłam z dołem futerka.Dół podszewki i futerka uszyte są osobno.


Przed świętami zwężałam synowi spodnie,wcześniej odmierzałam szerokość nogawek,czy są równo zwężone centymetrem.Ale teraz mam inny sposób,szybszy i wygodniejszy.
Przygotowane do zwężenia.
Po zwężeniu obu nogawek zewnętrznych i wewnętrznych,nałożyłam równo jedną na drugą i w miejscu  przeszytych ściegów wbiłam szpilki.Po odwróceniu na drugą nogawkę widziałam czy równo zwęziłam.

Tak przenoszę zaznaczone zwężenie nogawek.


Mnie taka różnica wyszła po zmierzeniu równości nogawek po zwężeniu.Wyprostowałam linię i spodnie miały już nogawki równe po zwężeniu.

Na koniec mojego wpisu zaplanowałam złożyć Wam życzenia noworoczne.Ponieważ jeszcze cały rok przed nami,czytałam iż spóźnione są bardziej szczere od serca spełniają się lepiej.


Dziś pragnę złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia noworoczne.
Życzę Wam Wszystkim aby każdy dzień tego roku był dla Was szczęśliwy.
Aby nigdy nie zabrakło Wam miłości a najważniejsze osoby w Waszym życiu były zawsze razem z Wami.
Realizacji planów i nowych marzeń i kolejnych natchnień-jak fal,które pchają statek do przodu.
A na koniec,zdrowia,zdrowia,jeszcze raz zdrowia.!!!!!!
Cieszy mnie gdy mogę komuś przekazać moją wiedzę i doświadczenie.
Choć widzę że komentarzy jest coraz mniej,nadal będę Was prosić abyście do mnie pisali.Wasze komentarze dają mi radość,one wręcz mnie uskrzydlają.











 

 

 


niedziela, 20 grudnia 2020

Jak poszerzyć spódnicę? Drobne przeróbki.Sukienki.

 Kochane moje czytelniczki witam Was po tak długiej przerwie.

Jeśli przeczytacie mój post do końca,zrozumiecie moją długą nieobecność.
Jak to w życiu bywa nie zawsze jest tak jak byśmy pragnęli.W sercu w jeden dzień
radość na drugi dzień smutek i żal.Bo jak pogodzić ze sobą wieści dobre i złe.
Ironia losu.

Ostatnio bardzo dużo wydarzyło się w naszej rodzinie.Były chwile szczęśliwe,t.j.
wiadomość o ciąży najmłodszej córki,i postanowienie o ślubie.Wiadomość ta bardzo 
nas ucieszyła ale i zaskoczyła pozytywnie.Młodzi postanowili pobrać się we wrześniu.
Przyjęcie weselne zaplanowaliśmy zrobić skromne,najbliższa rodzina i jako świadkowie koleżanka córki wraz z mężem.
Projektowałam dla siebie sukienkę,byłam bardzo szczęśliwa że doczekałam takiego 
wydarzenia,no bo to najmłodsza córka będzie mamą i mężatką.
Sukienki nie skończyłam,kupiłam gotową tydzień przed ślubem.Zapytacie dla czego?  Ponieważ zadzwoniła córka z Włoch i poinformowała nas że zięć jest bardzo chory,rak płuc z przerzutami na inne organy.
Ślub odbył się 02 października.


Nie mam zdjęcia mojej sukienki,bo nie ja byłam najważniejsza w tym dniu.
Część pierwsza przyjęcia odbyła się w Bałtowskim Zapiecku,t.z obiad,to była niespodzianka dla młodych,tak postanowiliśmy z mężem że obiad musi być 
wystawny i smaczny no i ja nie musiałam stać przy kuchni.Natomiast tort i ogólne przyjęcie w domu.
Było bardzo miło i wesoło,goście najedzeni i zadowoleni.Przyjęcie zakończyło się
późno w nocy.To co ja przygotowałam zostało prawie wszystko,więc na drugi dzień zrobiliśmy poprawiny w tym samym gronie.
A w środę miałam zamówione bilety samolotowe do najstarszej córki do Włoch,
chciałam jej pomóc przy chorym mężu.Tak się nie stało,ponieważ w niedzielę dostaliśmy złą wiadomość serce zięcia nie wytrzymało bólu,dostał zawału lekarze nie dali rady go uratować,zmarł w klinice w Neapolu mając 53 lata.
Syn pomógł mi natychmiast wykupić nowy bilet na poniedziałek,u córki byłam wieczorem,zaczekali na mnie z pogrzebem który się odbył we wtorek.
Do tej pory nie możemy pogodzić się z jego śmiercią.Jak by tego wszystkiego było mało to na poczcie mejlowej dostałam wiadomość że mój lot powrotny został odwołany z powodu wirusa.Zmuszona byłam czekać aż ponowią loty do Polski.
Przyznam się Wam że ta wiadomość bardzo mnie nie zasmuciła,mogłam zostać dłużej u córki i wspierać ją w tych trudnych chwilach.Rozmowy ze mną bardzo jej 
pomagały.Jeździłam z nią wszędzie,pomagałam w domu no i te Polskie obiady
wnuczka była szczęśliwa że mogę być przy nich dłużej.
Pewnego dnia aby trochę od sapnąć pojechałyśmy nad morze.Spacerowałyśmy 
ponad trzy godziny.Tylko ja i córka,razem taka odskocznia od smutku i żalu.
26 października zostały wznowione loty.
Przyleciałam do Polski bardzo w złym stanie,ciągle myślałam o córce,jak ona sobie poradzi,jakie będzie jej dalsze życie.Bardzo często dzwonimy do siebie na messengerze.
Niespodzianki życiowe nas nie omijają.
Korona wirus nie ominął naszej rodziny.Córka mieszkająca obok nas nie daleko
mama Kuby i Martynki zachorowała,pracuje w szpitalu na kardiologi w administracji,prawdopodobnie zaraziła się od przyjętego pacjenta,trzy tygodnie 
leczenia w domu i skończyło się dobrze.Ale to co ja ze zmartwienia przeżyłam to tylko sam Pan Bóg wie.Gdy straciła smak i węch nie spałam całą noc.
Pomagaliśmy jej z zakupami,wnuki także były na kwarantannie,zięć spał u nas bo 
musiał pracować.Jak by tego było mało mój mąż po paru dniach także zachorował
mówię Wam katastrofa,katastrofa życiowa.Z apteki wykupiłam co tylko się dało,
kilka leków poleciła nam doktorka córki,ale bez antybiotyku się nie obyło,byłam z tym wszystkim sama.Mąż także stracił smak i węch.Gorączkował 5-ęć dni.
Wszystko skończyło się dobrze,córka nie ma żadnych powikłań,robiła prześwietlenie,natomiast mąż nadal jest słaby ale się nie daje,jeździ rowerem do lasu,i powoli dochodzi do siebie.
Strach ciągle narasta,życie nasze przewrócone do góry nogami.Ciągle słyszę że niezależnie od sytuacji kobieta musi być silna,oczywiście ale jak długo?
Nie chcę zarażać złymi emocjami,staram się nie załamywać rąk,wiem że raz świeci słońce,a raz pada deszcz.Mam nadzieję że smutek sam odejdzie.
Brak mi rozmów z przyjaciółką ,spotkań z siostrą a także dawnej codzienności.
Obiecałam sobie,jak to wszystko wróci do normy,zajmę się sobą,nadrobię ten czas stracony na złe myśli.Obowiązkowo bo mam jeszcze dużo do zrobienia a najważniejsze to pomóc najmłodszej córce,w styczniu ma termin porodu,bardzo liczy na moją pomoc.
I znowu wirus popsuł moje plany Niemcy zamknęły granice,u nas także nie wesoło,no i wszystkie plany "biją w łeb".
Wiem że to blog o szyciu a nie pamiętnik ale chciałam Wam się wyżalić i usprawiedliwić z mojej nieobecności.Postanowiłam jednak napisać Wam coś z mojego życia wiem że zrozumiecie ,przecież znamy się już tak długo choć wirtualnie ale jakże bliscy memu sercu.
W lipcu i w sierpniu dużo szyłam sukienek letnich i przerabiałam bluzki i spódnice.
Prułam bluzki i spódnice aby im dać nowe życie,szkoda mi było patrząc na nie wiszące w szafie.Z tkanin z której były uszyte były bardzo dobrego gatunku.
Poszerzyłam tunikę wstawiając kontrastowe cięcia
Do spódnicy wstawiłam czarny klin,także na dole.Na klinie przyszyłam guziki
Ta bluzka pod szyją miała kołnierz i była bardzo długa,z długości którą obcięłam
uszyłam wiązanie do podkroju szyi,kołnierz wyprułam.
Tę spódnicę także poszerzyłam,ale inaczej.Z przodu wstawiłam klin na który naszyłam na dole dwie plisowane falbanki,a aby tył był także inny rozporek odszyłam skośnie a na podszewce naszyłam jedną plisowaną falbankę,widać ją z pod pęknięcia.
 
Tak wygląda z przodu,kolor tkaniny zmienił się pod
wpływem światła.Jest granatowa.Dobrze jest zachować kawałki tkanin z których szyjemy dany model,ja zachowałam i znalazłam,tym sposobem mogłam poszerzyć moją ulubioną spódnicę.Poniżej zdjęcie tyłu spódnicy.

Tył przerobione bluzki.Po lewej spódnica plisowana ,miałam mały kawałek plisowanej tkaniny,więc na linii pasa wszyłam zamiast paska dłuższy karczek.
 
Wszystko mi nie wychodzi tak jak bym chciała,mam na myśli pisanie posta i wstawianie zdjęć.Blogger ma inną szatę,pozmieniane wszystko inaczej,trudno mi się połapać i zrozumieć.Ta stara wersja  była łatwiejsza,więc wybaczcie ten hałos
na dzisiejszym moim wpisie.
W burdzie z pażdziernika spodobał mi się model sukienki 107,z koronki.
Miałam w szafie dość spory kawałek koronki ale o wąskiej szerokości.Musiałam zmienić trochę formę.
W burdzie dół sukienki jest z całości przód i tył,moja jest dołem z sześciu klinów.
Rękawy główkę wymodelowałam inną,marszczoną.
Od łokcia rękaw jest wąski.Sukienka cała jest na podszewce,która jest doszyta do każdego elementu sukienki.








A na dole mój fotograf,wnuczka Martynka.
Teraz gdy już córka najmłodsza z nami nie meszka w robieniu zdjęć pomaga mi
właśnie ona.








Rok temu poprułam kożuch teraz uszyłam z niego futerko ale to już opiszę Wam 
w następnym poście.



Dziś pozdrawiam Was bardzo serdecznie.
Proszę wybaczcie za niezbyt dobrą jakość posta ale jeszcze muszę co nieco pojąć
aby było lepiej.
Czekam na Wasze komentarze,na Wasze sugestie i pytania.















 
 
 


 

 





 
 

 


Moja lista blogów

Ciekawe artykuły

Szukaj na tym blogu

szycie od A do Z

Powered By Blogger